Z radością oznajmiam, że książka o Wilczakach w wersji angielskiej jest na ukończeniu!
Łatwo nie było, a jak było, opisałam poniżej.
Kłopoty
z tłumaczeniami
Kilka
lat temu wpadłam na pomysł wydania po polsku jedynej dostępnej na
rynku książki o Wilczakach Czechosłowackich – książki panów
Hartl i Jedlicka.
Wymagało
to tłumaczenia z czeskiego na polski, rzecz nie tak dostępna u nas,
do tego słownictwo kynologiczne utrudniało sprawę.
Podpisałam
umowę z autorami książki. Za tłumaczenie miał być
odpowiedzialny kolega z Łodzi, znalazł biuro
tłumaczów, ja – płaciłam. Były
to 3 raty po 800 zł, czyli 2400 zł.
Tłumaczenie
okazało się niezadowalające. Pieniądze zapłacone. Kontakt z kolegą się urwał. Tekst nie nadawał się do publikacji, wymagał
dogłębnej korekty, a w niektórych fragmentach pisania od nowa.
Na
jakiś czas odłożyłam projekt, zniechęcona niepowodzeniem.
No
ale chęci wróciły, przeciwności zwykle motywują mnie po czasie.
Zwróciłam
się do Czeszki, którą poznałam na obozie i która włada
dobrze polskim. Miała zrobić porządną korektę. Korekta
kosztowała mnie 600 zł. W sumie na tłumaczenie wydałam 3 tys zł.
Książka
została wydana jako e-book i jest dostępna za darmo dla każdego:
„Autorzy:
K. Hartl, J. Jedlicka
Wydawca: Klub Aktywnego Wilczaka
ABY POBRAĆ EBOOKA KLIKNIJ W POBIERZ PRÓBKĘ PDF!”
Wydawca: Klub Aktywnego Wilczaka
ABY POBRAĆ EBOOKA KLIKNIJ W POBIERZ PRÓBKĘ PDF!”
Niektórzy
cenią sobie ładne wydanie na papierze, dlatego niedawno powstała
też wersja drukowana. Koszt druku 56 zł / sztukę. Książka jest w
sprzedaży po 100 zł, czyli zostaje 44 zł na koszty tłumaczenia.
Koszty te zwrócą się więc (nie uwzględniając dewaluacji) po
sprzedaży 68 książek. Dotychczas kupiono około 30 książek. Jak
widać, daleko by mówić o zarobku. Zarobek nie był i nadal nie
jest w planach. Fajnie, jeżeli kiedyś koszty się zwrócą.
Usatysfakcjonowana
współpracą, w styczniu 2015 zaproponowałam tej samej osobie
tłumaczenie książki na angielski, jako że podaje Ona, że jest anglistką.
Człowiek
jednak jest stary i głupi, umowy znowu nie spisałam, nie podałam
swoich warunków, bazując na zaufaniu. Koszt tłumaczenia tym razem
miał być jeszcze wyższy, bo 3250 zł, płatne w 2 ratach,
oczywiście z moich prywatnych pieniędzy. Przystałam na to, bo
wierzę, że książka jest potrzebna i chcę działać dla
Wilczaków.
W
sierpniu 2015 otrzymałam tłumaczenie, za które, bez
uprzedniej kontroli „jakości”, od razu zapłaciłam uzgodnioną
1 ratę czyli 2 tys zł.
Niestety,
tłumaczenie na angielski okazało się znowu niezadowalające.
Poprosiłam o zerknięcie anglistkę z Polski, która znalazła kilka
większych błędów, sporo błędów stylu i składni, oraz ogólne
mało profesjonalne wrażenie.
Być
może błędy wynikały też z tego, że tłumaczka (jak się przyznała)
częściowo tłumaczyła z wersji polskiej na angielską, bo tak Jej
było łatwiej.
Język
kynologiczny wymaga obeznania z tematem, nie tylko umiejętności
posługiwania się słownikiem. Dla pewności, konsultowałyśmy
tekst jeszcze z native speakerem, który potwierdził, że książka
wymaga korekty.
Korekta
kilkukrotna jest tylko na plus przy tak dużej pracy, jednak sama
próba wprowadzenia zmian budziła w tłumaczce niezadowolenie.
Książka
wymagała pewnych zmian i miałam prawo ich żądać jako
zleceniodawca.
Proponowałam
kilka rozwiązań, jednak tłumaczka zabroniła mi wprowadzać zmian do
„Jej” książki, nie zgodziła się na korektę zleconą przeze
mnie ani na poprawki.
Tekst
w tej formie nie nadawał się do publikacji, a ja miałam utopione 2
tys zł. Nie było opcji by dopłacać cokolwiek, za książkę
której nie mogłam wydać ani wprowadzić zmian. To były i tak
wyrzucone pieniądze. Pieniądze, za które, mimo ponagleń, nie
dostałam potwierdzenia. Prośby o wydanie faktur na wpłacone kwoty
spotykały się z brakiem odpowiedzi.
I
znowu zniechęcenie, znowu przerwa w działaniu, ale... pomysł nie
został zarzucony ;)
Niedawno
pojawiła się nowa wersja książki pana Hartla/Jedlicki. W całkiem
nowej formie, nowe poprawione wydanie. Postanowiłam zorganizować
tłumaczenie tej książki.
Tłumaczką
jest koleżanka, hodowczyni Wilczaków, anglistka, Polka, osoba
znająca słownictwo i specyfikę rasy. Tłumaczenie jest właśnie
zakończone, jest na etapie korekty.
Wierzę,
że książka o Wilczakach po angielsku pojawi się w tym roku jako
e-book, a może i krótko potem jako druk. I być może kiedyś, po
sprzedaży wielu egzemplarzy, zwróci się koszt jej
tłumaczenia.
Chętnych do finansowania podobnych przedsięwzięć z własnej kieszeni - serdecznie zapraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz