niedziela, 26 marca 2017

Książka o Wilczakach po angielsku - na ukończeniu, koniec długiej drogi...

Z radością oznajmiam, że książka o Wilczakach w wersji angielskiej jest na ukończeniu!
Łatwo nie było, a jak było, opisałam poniżej.

Kłopoty z tłumaczeniami

Kilka lat temu wpadłam na pomysł wydania po polsku jedynej dostępnej na rynku książki o Wilczakach Czechosłowackich – książki panów Hartl i Jedlicka.
Wymagało to tłumaczenia z czeskiego na polski, rzecz nie tak dostępna u nas, do tego słownictwo kynologiczne utrudniało sprawę.
Podpisałam umowę z autorami książki. Za tłumaczenie miał być odpowiedzialny kolega z Łodzi, znalazł biuro tłumaczów, ja – płaciłam. Były to 3 raty po 800 zł, czyli 2400 zł. 
 
Tłumaczenie okazało się niezadowalające. Pieniądze zapłacone. Kontakt z kolegą się urwał. Tekst nie nadawał się do publikacji, wymagał dogłębnej korekty, a w niektórych fragmentach pisania od nowa.
Na jakiś czas odłożyłam projekt, zniechęcona niepowodzeniem.
No ale chęci wróciły, przeciwności zwykle motywują mnie po czasie.
Zwróciłam się do Czeszki, którą poznałam na obozie i która włada dobrze polskim. Miała zrobić porządną korektę. Korekta kosztowała mnie 600 zł. W sumie na tłumaczenie wydałam 3 tys zł.
Książka została wydana jako e-book i jest dostępna za darmo dla każdego:


Autorzy: K. Hartl, J. Jedlicka
Wydawca: Klub Aktywnego Wilczaka
ABY POBRAĆ EBOOKA KLIKNIJ W POBIERZ PRÓBKĘ PDF!”

Niektórzy cenią sobie ładne wydanie na papierze, dlatego niedawno powstała też wersja drukowana. Koszt druku 56 zł / sztukę. Książka jest w sprzedaży po 100 zł, czyli zostaje 44 zł na koszty tłumaczenia. Koszty te zwrócą się więc (nie uwzględniając dewaluacji) po sprzedaży 68 książek. Dotychczas kupiono około 30 książek. Jak widać, daleko by mówić o zarobku. Zarobek nie był i nadal nie jest w planach. Fajnie, jeżeli kiedyś koszty się zwrócą.

Usatysfakcjonowana współpracą, w styczniu 2015 zaproponowałam tej samej osobie tłumaczenie książki na angielski, jako że podaje Ona, że jest anglistką. 
Człowiek jednak jest stary i głupi, umowy znowu nie spisałam, nie podałam swoich warunków, bazując na zaufaniu. Koszt tłumaczenia tym razem miał być jeszcze wyższy, bo 3250 zł, płatne w 2 ratach, oczywiście z moich prywatnych pieniędzy. Przystałam na to, bo wierzę, że książka jest potrzebna i chcę działać dla Wilczaków.
W sierpniu 2015 otrzymałam tłumaczenie, za które, bez uprzedniej kontroli „jakości”, od razu zapłaciłam uzgodnioną 1 ratę czyli 2 tys zł.
Niestety, tłumaczenie na angielski okazało się znowu niezadowalające. Poprosiłam o zerknięcie anglistkę z Polski, która znalazła kilka większych błędów, sporo błędów stylu i składni, oraz ogólne mało profesjonalne wrażenie.
Być może błędy wynikały też z tego, że tłumaczka (jak się przyznała) częściowo tłumaczyła z wersji polskiej na angielską, bo tak Jej było łatwiej.
Język kynologiczny wymaga obeznania z tematem, nie tylko umiejętności posługiwania się słownikiem. Dla pewności, konsultowałyśmy tekst jeszcze z native speakerem, który potwierdził, że książka wymaga korekty.
Korekta kilkukrotna jest tylko na plus przy tak dużej pracy, jednak sama próba wprowadzenia zmian budziła w tłumaczce niezadowolenie.
Książka wymagała pewnych zmian i miałam prawo ich żądać jako zleceniodawca.
Proponowałam kilka rozwiązań, jednak tłumaczka zabroniła mi wprowadzać zmian do „Jej” książki, nie zgodziła się na korektę zleconą przeze mnie ani na poprawki.
Tekst w tej formie nie nadawał się do publikacji, a ja miałam utopione 2 tys zł. Nie było opcji by dopłacać cokolwiek, za książkę której nie mogłam wydać ani wprowadzić zmian. To były i tak wyrzucone pieniądze. Pieniądze, za które, mimo ponagleń, nie dostałam potwierdzenia. Prośby o wydanie faktur na wpłacone kwoty spotykały się z brakiem odpowiedzi.

I znowu zniechęcenie, znowu przerwa w działaniu, ale... pomysł nie został zarzucony ;)
Niedawno pojawiła się nowa wersja książki pana Hartla/Jedlicki. W całkiem nowej formie, nowe poprawione wydanie. Postanowiłam zorganizować tłumaczenie tej książki.
Tłumaczką jest koleżanka, hodowczyni Wilczaków, anglistka, Polka, osoba znająca słownictwo i specyfikę rasy. Tłumaczenie jest właśnie zakończone, jest na etapie korekty.
Wierzę, że książka o Wilczakach po angielsku pojawi się w tym roku jako e-book, a może i krótko potem jako druk. I być może kiedyś, po sprzedaży wielu egzemplarzy, zwróci się koszt jej tłumaczenia. 
Chętnych do finansowania podobnych przedsięwzięć z własnej kieszeni - serdecznie zapraszam.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz